Węch to jedna z tych umiejętności, o których nikt nie mówi wprost, że można je trenować. Im więcej wąchasz, tym więcej wyczuwasz, podobnie jak ze słuchem muzycznym albo okiem do kolorów. Zauważyłem to po miesiącach testowania kolejnych flakonów: mój nos zaczął wyłapywać rzeczy, których wcześniej w ogóle nie rejestrował. Bursztyn był jednym z pierwszych akordów, przy którym poczułem tę różnicę.
Nos, który się uczy
Zapach nie działa jak wzrok, gdzie widzisz wszystko naraz. Trzeba się w niego wsłuchać, dosłownie i w przenośni. Pierwsze próby z niszowymi kompozycjami kończyły się u mnie tak samo: czułem tylko coś słodkiego albo coś ciepłego, bez żadnych szczegółów. Po którymś flakonie zacząłem rozróżniać, gdzie kończy się wanilia, a zaczyna labdanum. To nie magia. To trening.
Dlaczego akurat bursztyn
Bursztyn w perfumerii to nie dosłowny zapach kamienia. To konstrukt, akord budowany z żywic, labdanum, wanilii i przypraw, który ma jedną wspólną cechę: ciepło. Kiedy nauczyłem się go rozpoznawać, zacząłem widzieć go wszędzie, w połowie flakonów, które kocham. To nie przypadek.
Im więcej wąchasz, tym więcej wyczuwasz. Nos też można wytrenować.
Co dalej
Ten dziennik będzie rósł razem z moim nosem. Kolejne notatki będą już pełne, z realnymi recenzjami i porównaniami, w miarę jak uczę się wyłapywać coraz więcej.